Ocena wątku:
  • 0 głosów - 0 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
"Mamusia" i "Tatuś"... w potrzebie - czyli alimenty dla dających tylko życie...
Miecz.S-K

Przyjaciel nie do ruszenia
***
Liczba postów: 94
Dołączył: 01-11-2011
Reputacja: 1
Post: #1
23-04-2014 00:20
Witam...

Od dłuższego czasu chciałem poruszyć temat, który jeszcze przez nikogo na forum nie został podjęty, a jest wbrew pozorom niezwykle istotny dla wszystkich adoptowanych dzieci, które już dorosły i jako poszukujący swoich własnych korzeni, rozpoczynają nową drogę życia, na której ścieżkach mogą odnaleźć swoją własną rodzinę biologiczną. Oczywiście nie poruszam w tym miejscu z oczywistych względów wzajemnych zobowiązań alimentacyjnych rodzice - dzieci, w rodzinach funkcjonujących prawidłowo, kiedy zachodzi taka konieczność, ponieważ zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, lub wyrokiem SR - nie powinno być z tym żadnego problemu, a ten przypadek nie dotyczy także trwających prawidłowo adopcji. Zobowiązania alimentacyjne dotyczą zarówno
rodziców dla niesamodzielnych lub niepełnoletnich dzieci, a także samodzielnych i pełnoletnich dzieci względem rodziców znajdujących się w potrzebie i trudnej sytuacji życiowej.
Problem zobowiązań wg mnie dotyczyć może n/w grup adoptowanych dzieci, a także dzieci o nieuregulowanym statusie prawnym w relacji rodzice biologiczni - dziecko, w przypadkach zobowiązań dzieci - do łożenia alimentacyjnego względem biologicznych rodziców.

1. Dzieci przebywające w DD lub innych placówkach wychowawczych do pełnoletności i usamodzielniające się, które nie posiadają uregulowanej sytuacji prawnej względem biologicznych rodziców tj. rodzice nie mają odebranych całkowicie praw rodzicielskich lub pozbawieni praw rodzicielskich stosowną decyzją sądu rodzinnego.
2. Dzieci przebywające w rodzinach zastępczych do pełnoletności i usamodzielniające się, które nie posiadają uregulowanej sytuacji prawnej względem biologicznych rodziców tj. rodzice nie mają odebranych całkowicie praw rodzicielskich lub pozbawieni są praw rodzicielskich stosowną decyzją sądu rodzinnego.
3. Dzieci przebywające w rodzinach adopcyjnych do pełnoletności i usamodzielniające się, które posiadają uregulowaną sytuację prawną względem biologicznych rodziców tj. rodzice mają odebrane całkowicie prawa rodzicielskich stosowną decyzją sądu rodzinnego i są wg prawa osobami obcymi w relacji rodzice biologiczni - dziecko.
4. Dzieci przebywające w rodzinach adopcyjnych, których adopcja jest rozwiązywana decyzją sądy rodzinnego, z różnych przyczyn, przed czasem usamodzielnienia się dziecka, które posiadają uregulowaną sytuację prawną względem adopcyjnych rodziców i rodzicom tym odebrano częściowo lub całkowicie prawa rodzicielskie stosowną decyzją sądu rodzinnego, lub są oni wg prawa osobami obcymi w relacji rodzice adopcyjni - dziecko, a także kiedy toksyczna rodzina adopcyjna się rozpada, najczęściej z chwilą osiągnięcia pełnoletności przez dziecko.

W opisanych przeze mnie i w/w przypadkach, dosłownie w każdym z nich... dorosłe i samodzielne już dziecko może spodziewać się lub powinno mieć świadomość możliwości uwikłania się w zobowiązania alimentacyjne, od których, z powództwa stron, w zasadzie może uwolnić lub zobowiązać, tylko orzekający w sprawie sąd, który powinien odnieść się indywidualnie do każdej sprawy, starając się rozpoznać sprawę z powództwa strony chcącej uzyskać świadczenia alimentacyjne, w zakresie sprawiedliwości lub niesprawiedliwości zobowiązań, co mogłoby godzić w zasadę równości społecznej. Przytoczony poniżej przykład jest dowodem, że może się to stać możliwym i realnym, szczególnie po latach, kiedy na nowo odkrywa się utracona rodzinę biologiczną, a zerwane więzy zaczynają nabierać ponownie cech relacji rodzinnych, albo kiedy "Kochający inaczej rodzice" - raczą sobie przypomnieć, że posiadają dzieci, które po latach warto byłoby pokochać ponownie dla własnej wygody i bezpieczeństwa finansowego. Wszakże zdarza się okazja, więc dlaczegóż nie można by z niej skorzystać...

Ad.1. Dzieci mogą zostać pozwane do zobowiązań alimentacyjnych przez "Rodziców biologicznych". Duże prawdopodobieństwo powództwa.
Ad.2. Dzieci mogą zostać pozwane do zobowiązań alimentacyjnych przez "Rodziców biologicznych". Małe prawdopodobieństwo powództwa.
Ad.3. Dzieci mogą zostać pozwane do zobowiązań alimentacyjnych przez "Rodziców adopcyjnych". Małe prawdopodobieństwo powództwa.
Ad.4. Dzieci mogą zostać pozwane do zobowiązań alimentacyjnych przez "Rodziców adopcyjnych" lub odwrotnie, w przypadku małoletnich dzieci. Duże prawdopodobieństwo powództwa.

W każdym z tych przypadków osoby poszukujące rodziny powinny mieć świadomość, że można narazić się i wystawić na ryzyko spraw sądowych z powództwa "zainteresowanej" finansowym aspektem rodziny tj. rodziców biologicznych, także biologicznego rodzeństwa i dziadków. Trzeba też mieć świadomość i uwzględniać to, iż w sprawie mogą być zainteresowane i pomagać w prowadzeniu organizacje społeczne, "dobrzy sąsiedzi", prawnicy. Kiedy zainteresowane osoby lub organizacje społeczne zwietrzą okazję - rusza machina procesowa i jedynie sprawiedliwe wyroku sądu mogą uwolnić pokrzywdzone przed laty dziecko od niesprawiedliwych roszczeń. Można sobie wyobrazić roszczenia rodziców biologicznych, dziadków, rodzeństwa, względem dorosłego już młodego człowieka, który w dobrej wierze i w poszukiwaniu uczuć zaczyna szukać i odnajduje swoją rodzinę biologiczną, po czym, po pewnym czasie zaczyna walkę , o sprawiedliwość dla siebie, by na starcie nie uwikłać się w zobowiązania względem "kochających" członków biologicznej lub adopcyjnej rodziny rodziny, która nie spełniła swoich podstawowych obowiązków wobec dziecka, a po latach sobie o tym przypomina, w niezbyt czystych metodach osiągnięcia celu.
Nie chcę straszyć potencjalnych poszukiwaczy rodziny, ale pragnę zasygnalizować problem, który jest często pomijany w chwilą odkrycia rodziny i tworzenia na nowo więzi, które mogą okazać się wątpliwej jakości, toksyczne, a nawet bardzo kosztowne...

----------------------------------
Poniżej przykład z życia wzięty...
----------------------------------

http://opole.gazeta.pl/opole/1,35114,158...NajCzytSST

Matka pozwała swoje dzieci o alimenty. Sukces połowiczny 67-letnia niepełnosprawna kobieta po namowach sąsiadów pozwała trójkę dzieci o alimenty. - Chcę godnie żyć - tłumaczyła. Sąd zgodził się, by płaciła tylko najstarsza córka. Pani Danuta ma czwórkę dorosłych dzieci. Wszystkie mieszkają w Niemczech i nie interesują się losem matki, choć ta z powodu swej niepełnosprawności wymaga nieustannej opieki.

- Najstarsza córka przez pewien czas się mną zajmowała, od młodszego syna dostałam kilka paczek z kawą i żelkami, od najmłodszej córki nigdy nie było pomocy, choć ja przez kilkanaście lat pomagałam jej wychowywać wnuczkę. Niestety, od kilku lat jej nie widziałam - opowiada kobieta. O czwartym dziecku, synu, nic nie wiadomo. Od lat nie miała od niego wieści.

Kobieta jest po kilku wylewach, pierwszy miała w wieku 36 lat. Od tamtej pory jest tylko gorzej. Nawet przesłuchanie kobiety odbyło się w jej domu, bo kobieta z powodu choroby nie mogła stawić się w sądzie.

Do tego by złożyła pozew o alimenty od swoich dzieci, namówili ją sąsiedzi i pracownicy opieki społecznej, z których pomocy korzysta opolanka.

Kobieta ma 900 zł renty, z czego 500 zł przeznacza na mieszkanie, 200 zł na spłatę kredytu na życie, więc utrzymać się musi za 200 zł.

- Jest mi bardzo przykro, ta sprawa to koszmar, ale zwróciłam się do sądu, by móc godnie żyć - mówi "Wyborczej" pani Danuta.

Z kolei jej dzieci nie chciały rozmawiać z prasą. Starszy syn powiedział jedynie, że pani Danuta nie sprawdziła się w roli matki, bo nie miała dla
swoich dzieci czasu, a jego oddała do domu dziecka.

- To prawda. Syn spędził w domu dziecka cztery lata. To dlatego, że po udarze nie miałam sił zajmować się czwórką dzieci. Ich ojciec mi w niczym nie pomagał - wyjaśniała kobieta.

Opolanka domagała się od każdego z trójki swych dzieci po 600 zł miesięcznie.

Po kilku miesiącach procesu sąd rejonowy wydał wyrok. Zdecydował, że alimenty płacić będzie jedynie najstarsza córka, lecz nie w wysokości 600 zł, ale 400 zł. Sprawa toczyła się za zamkniętymi drzwiami. Wiadomo jednak, że sąd uznał, że niesprawiedliwością byłoby dziś obciążanie alimentami na matkę młodszego syna i młodszej córki, to bowiem godziłoby w zasadę równości społecznej. To znaczy, że zdaniem sądu pani Danuta jako matka nie sprostała obowiązkom wychowawczym wobec dzieci, nie można więc ich dziś obciążyć obowiązkiem opiekowania się nią. Wyrok nie jest prawomocny.

Pełnomocniczka pani Danuty zapowiedziała apelację.

Matka pozwała dzieci o alimenty. Dzieci na to: ta pani była złą matką.

http://opole.gazeta.pl/opole/1,35114,146...o__ta.html

67-letnia niepełnosprawna kobieta żyje z 900 zł renty, z czego ponad połowa idzie na mieszkanie. - Chcę godnie żyć - mówi nam, wyjaśniając, dlaczego pozwała swoje dzieci o alimenty. Te nie chcą płacić, przekonują, że była złą matką Pani Danuta (nazwisko do wiadomości redakcji) ma czwórkę dorosłych dziś dzieci. Wszystkie mieszkają w Niemczech i nie interesują się losami matki, choć ta z powodu swej niepełnosprawności wymaga nieustannej opieki.

- Najstarsza córka przez pewien czas się mną zajmowała, od młodszego syna dostałam może kilka paczek z kawą i żelkami, od najmłodszej córki nigdy nie było pomocy, choć ja przez kilkanaście lat pomagałam jej wychowywać moją wnuczkę. Niestety, od kilku lat jej nie widziałam - opowiada kobieta. O czwartym dziecku, synu, nic nie wiadomo, od lat nie miała od niego wieści.

W pomocy społecznej podpowiedzieli

Kobieta jest po kilku wylewach. Z trudem się porusza, ma niedowład ręki, częściowo sparaliżowaną twarz, dlatego trudno jej mówić. Pierwszy wylew
miała w wieku 36 lat (w 1982 r.), po kolejnych wylewach, od 1994 r., orzeczono u niej trwałą niezdolność do pracy. Utrzymuje się z renty. Co miesiąc dostaje 900 zł, z czego 200 zł idzie na spłatę zaciągniętego na życie kredytu, a kolejnych 500 zł na mieszkanie. - Najmłodsza córka miała mi je opłacać. Zapłaciła jednak za trzy miesiące, a potem przestała przesyłać pieniądze i nie chce słyszeć o pomocy dla mnie, choć umowa była inna - przekonuje kobieta.

Wyjaśnia, że pozwoliła swojej córce skorzystać z przysługującego jej prawa i wykupić lokal komunalny. Córka po wykupie sprzedała mieszkanie matki i wyjechała do Niemiec.

Mając jedynie 200 zł na życie, kobieta zaczęła korzystać z pomocy opieki społecznej, która dziś dopłaca jej do mieszkania i leków, czasem pomaga
kupić żywność. To panie z opieki powiedziały opolance o prawie, które pozwala rodzicom pozwać dzieci o alimenty.

- Jest mi bardzo przykro, ta sprawa to koszmar, ale zwróciłam się do sądu, by móc godnie żyć - mówi "Gazecie" pani Danuta.

Domaga się od każdego z trójki swoich dzieci (bo o czwartym wciąż nic nie wiadomo) po 600 zł miesięcznie. Pozew trafił do sądu w tym roku. W czerwcu sąd zabezpieczył powództwo i zasądził już od najstarszej córki alimenty w wysokości 400 zł miesięcznie. - Sąd podjął taką decyzję, uznając, że obowiązek alimentacyjny jest najbardziej uprawdopodobniony względem najstarszego dziecka. To jednak nie przesądza sprawy - zaznacza rzeczniczka sądu Ewa Kosowska-Korniak.

Wiadomo również, że najstarsza córka nie sprzeciwiła się decyzji sądu. - Ona jedyna trochę mi pomaga - przyznaje pani Danuta.

- To dlaczego i ją pani pozwała? - dopytujemy.

- Bo córka chciała, by sytuacja została wyjaśniona przez sąd.

Dzieci: Ta pani nie była dla nas dobrą matką

Wczoraj odbyła się kolejna rozprawa w procesie. W sądzie stawiła się dwójka pozostałych dzieci opolanki. Żadne nie chciało rozmawiać z prasą.

Najmłodsza córka powiedziała jedynie: - Niech ta kobieta [o swojej matce - przyp. red.] powie w końcu prawdę, niech przyzna, że jest pasożytem i że przez 17 lat jej pomagałam. Mam już dość, bo ile można.

W odpowiedzi na pozew matki napisała, że "żądania pani J. są nierealistyczne". Z kolei syn zaznaczył, że sam ma kredyty. Podkreślał również, że pani Danuta nie sprawdziła się w roli matki, bo nie miała dla swoich dzieci czasu, a jego oddała do domu dziecka.

- To prawda. Syn spędził w domu dziecka cztery lata. To dlatego, że po udarze nie miałam sił zajmować się czwórką dzieci. Ich ojciec mi w niczym nie pomagał - wyjaśniała kobieta.

Przed sądem i córka, i syn prosili o wyłączenie jawności rozprawy.

Córka: - To jest sprawa rodzinna, nie dla mediów. Ta kobieta opowiada dziennikarzom bzdury.

Syn: - Czytałem zeznania matki i muszę przyznać, że w 80 proc. to kłamstwa. My również nie mogliśmy liczyć na jej pomoc.

Sędzia Agnieszka Bojar zdecydowała o wyłączeniu jawności ze względu na delikatną naturę sprawy. O tym, czy zasądzić od dzieci alimenty na rzecz matki, sąd zdecyduje najprawdopodobniej na kolejnej rozprawie w listopadzie.
-------------------------
Komentarze i własne spostrzeżenia oraz doświadczenia - mile widziane...


Pozdr. Miecz.S-K
mailto: mieczyslaw.soroka.korczyc@gmail.com
gg: 230220
"Jeśli przechodzisz przez piekło, nie zatrzymuj się!" – Winston Churchill
Koszulki reklama
Znajdź Cytuj
rec

Przyjaciel nie do ruszenia
***
Liczba postów: 74
Dołączył: 11-07-2013
Reputacja: 3
Post: #2
23-04-2014 14:28
Tak, to istotny problem wynikający z przepisów kodeksu rodzinnego. Może dotyczyć wszystkich. Tak wzani wstępni (przodkowie) i zstępni (potomkowie) z linii prostej mogą dziedziczyć po sobie jak również przejmować bardzo nieprzyjemne obowiązki, takie jak alimenty. Dotyczy to rodzin biologicznych jak i adopcyjnych (o ile adopcja była pełna).

Wychodząc z domu dziecka osiągając pełnoletność faktycznie można wpaść w kłopoty "dzięki" długom rodziców. Przykre, ale i tak bywa.

Ja mam niesamowicie rozwinięty instynkt samozachowawczy, lub być może jest to po prostu mądrość życiowa i umiejętność przewidywania /tak wiem, nie zabrzmiało to skromnie :-) /.

Z mojej strony, zanim zaczęłam poszukiwania rodziny biologicznej, wyglądało to tak - upewniłam się, iż moja adopcja była pełna, czyli że absolutnie wygasły wszelkie obowiązki i prawa rodziny biologicznej w stosunku do mojej osoby i odwrotnie, upewniłam się, iż ja nie ponoszę prawnie za nikogo odpowiedzialności w razie gdyby RB była w kłopotach finansowych.

Kiedy byłam w 100% pewna, iż nikt nie może ode mnie żądać czegokolwiek ani też nie będzie mieć prawnych podstaw do podania mnie do sądu, np. o alimenty, to dopiero rozpoczęłam poszukiwania konkretnych osób.

W myśl mojej zasady, iż lepiej spodziewać się najgorszego i być mile zaskoczonym niż spodziewać się czegoś dobrego i być zawiedzonym - wiedziałam, że mogą spotkać mnie nieprzyjemności słowne, że ktoś może mnie przegonić, nawet dać w pysk, ale ... byłam też pewna, że nikt mnie nie pozwie do sądu o choćby jedną złotówkę ... gdyż mój majątek nawet gdybym dziś umarła nie należy się rodzinie biologicznej ale tylko i wyłącznie tej adopcyjnej.

W sumie odkryłam później, iż ojciec biologiczny wziął chwilówkę na kilka tygodni przed śmiercią, na skutek czego jego dzieci (a moje rodzeństwo) do których nigdy nie stracił praw musiały spłacać i nadal spłacają komornikowi spore odsetki od tego "wybryku" kredytowego ojca. Gdyby moja sytuacja nie była uregulowana, na pewno już znalazłby się ktoś kto by udowodnił, iż ja także musiałabym spłacać wspólnie z nimi.

Radzę wszystkim adoptowanym prześledzić tok swojej adopcji, aby później nie zostać zaskoczonym jakimiś niespodziankami finansowymi. Co do osób, które mają "trudnych" rodziców, którzy chcą i mogą zaszkodzić swoim dzieciom, np. poprzez alimenty, to nie wiem co poradzić. Prawo jest po stronie rodziców w tym przypadku, ponieważ daje im możliwość ubiegania się o pomoc od dzieci. Pewnie można jednak zebrać dowody i uzasadnić dlaczego alimenty nie należą się takim rodzicom.


Koszulki reklama
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-04-2014 14:29 przez rec.)
Strona Znajdź Cytuj


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  nowe życie anetka250686 3 1,351 02-08-2015 21:27
Ostatni post: Narti81
  Życie czy wegetacja.... zagubiona... 8 2,841 24-10-2014 14:36
Ostatni post: daga3009

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości