Ocena wątku:
  • 0 głosów - 0 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Tak na otarcie łez... " Miałam dwie mamy"
zagubiona...

Nasz nowy przyjaciel
**
Liczba postów: 7
Dołączył: 14-06-2014
Reputacja: 0
Post: #1
16-06-2014 08:33
Historia znaleziona gdzies w necie...


Tekst ukazał się w miesięczniku Olivia (luty 2009 r.)


Miałam dwie mamy



historia adoptowanej Ani, która po 20 latach odnalazła swoją mamę biologiczną




Jak umarła babcia umyłam ją i ubrałam. Po moim ślubie rozbudowaliśmy z mężem jej dom i zamieszkałam tu, gdzie w dzieciństwie lubiłam przebywać. Uwielbiałam ją. Z dzieciństwem kojarzą mi się chwile, gdy robię z babcią pierogi.


Smutne dziecko

W dzieciństwie byłam ciągle smutna. Tata często powtarzał: Czy ja kiedyś zobaczę uśmiech na twarzy tego dziecka?Nie mogłam spać w białym łóżeczku. Miałam wstręt do rzeczy, które były białe. Zrywałam się w nocy. Moczyłam się do 10 roku życia. Byłam non stop przeziębiona.Wychowywałam się jako jedynaczka. Zawsze ścierały się we mnie dwie natury. Na przykład byłam grzeczna, ale… trochę pyskata.Mama pracowała w urzędzie, tata w biurze w gwarectwie. Byłam córeczką tatusia. Miałam 10 lat gdy zmarł. Miał cukrzycę i zaraził się żółtaczką. Zapadł w śpiączkę, niedługo potem umarł. Po jego śmierci zbliżyłyśmy się z mamą do siebie. Byłyśmy we trzy z babcią mocno ze sobą związane. Mogłam im wszystko powiedzieć. Dały mi „kręgosłup”. Po tacie jestem wesoła i lubię czytać. Po babci - gotować. Tak, jak mama, jestem domatorką.Kiedyś usłyszałam od kogoś na podwórku, że jestem z domu dziecka. W ogóle się tym nie przejęłam, bo - jak to dzieci - różnie się przezywaliśmy. Wspomniała mi też o tym moja kuzynka. 2 lata starsza. Wychowywałyśmy się razem. Pytała mnie: Czemu ty się urodziłaś tak daleko? Nie w Dąbrowie, gdzie mieszkasz, tylko w Jaworznie? Czemu nie masz zdjęć z wczesnego dzieciństwa? Ona wiedziała. Jej matka jej powiedziała.W 7 klasie podstawówki zapytałam mamę o to, co słyszałam od innych. Zawsze miałyśmy świetny kontakt, była wobec mnie szczera, więc zapytałam wprost. Mama powiedziała: Słuchaj, przecież ja bym ci o czymś takim powiedziała. Uwierzyłam jej.Dziwiło mnie jednak to, że urodziła mnie w szpitalu w Jaworznie, a nie w tym najbliższym, koło domu. Zapytałam ją o to. Odpowiedziała, że gdy zaczęła rodzić to jedynym szpitalem, który ją przyjął był szpital w Jaworznie. Też jej uwierzyłam.


Narzeczona przysposobiona

Kiedy już miałam narzeczonego on też mi coś kiedyś powiedział, że słyszał od swoich rodziców, że ja jestem adoptowana. Mieszkaliśmy w jednym bloku. Któregoś dnia powiedziałam do niego: Słuchaj, to ja muszę to sprawdzić. Jedziemy do Jaworzna, tam gdzie się urodziłam. To było po pierwszym roku studiów. W 1998 r. w wakacje. Miałam 21 lat. Nie wiem dlaczego tam postanowiłam to rozwikłać akurat wtedy. Byłam w szczęśliwej rodzinie, w związku z fajnym facetem. Były wakacje, miałam więcej czasu na myślenie, może dlatego? Odszukałam w domu skrócony akt urodzenia. Dowiedziałam się, że w Jaworznie jest dom dziecka. Wsiedliśmy z moim narzeczonym w autobus i pojechaliśmy tam. Na miejscu okazało się, że jest tam dom dziecka, ale dopiero od 5 lat… Pojechałam więc do szpitala do Jaworzna, ale tam się niczego nie dowiedziałam. Jak już byłam na miejscu postanowiłam pójść do urzędu miejskiego, pomyślałam, że tam może się czegoś dowiem. Weszłam tam sama. Narzeczony czekał na ławce przed budynkiem. Jak tylko weszłam coś mnie poprowadziło do urzędu stanu cywilnego i naprzeciw mnie wyszła szefowa USC. Powiedziałam jej, że mam skrócony akt urodzenia i zapytałam i czy może sprawdzić w zupełnym, czy ja jestem dzieckiem swoich rodziców. Wyszłam na korytarz, ona za chwilę wróciła i poprosiła mnie o dowód osobisty. Już wtedy czułam, że coś jest nie tak. Sprawdziła, czy jestem pełnoletnia i zaprosiła mnie do siebie. Stoję przy niej, przy otwartych księgach, a ona mówi tak: Była pani przysposobiona przez Alicję i Ryszarda w tym i tym … roku. Nogi się pode mną ugięły i złapałam się biurka... Spojrzałam na szybko w tę księgę i spisałam dane rodziców. Wzięłam też zupełny akt urodzenia. Dowiedziałam się z tego aktu, że miałam kiedyś na imię Aneta. Na akcie nie było danych ojca, tylko matki. Nie powiedziałam narzeczonemu. Skłamałam: Wszystko jest w porządku. Wyznałam mu prawdę dopiero po jakimś czasie. Co wtedy czułam? Żal, że dowiedziałam się tego od obcej kobiety w urzędzie. To było przykre. Nie było we mnie rozpaczy, chyba nigdy się nie pojawiła. Było po prostu zaskoczenie. Z Jaworzna pojechałam prosto do mamy, do pracy. Weszłam, zamknęłam do niej do pokoju drzwi i mówię: Mamo, byłam w Jaworznie. A ona: Tak? I milczy. Mówię: Mamo, o wszystkim wiem. Uśmiechnęłam się i powiedziałam: Wiesz, imię Ania o wiele bardziej mi się podoba niż Aneta… Miała łzy w oczach. Odpowiedziała: Porozmawiamy o tym w domu.


To dziecko albo żadne inne

Powiedziała, że kamień spadł jej z serca. Opowiadała, że nie mogła mieć dzieci. Leczyła się. Nie pomogło, więc pomyślała o adopcji. Tata nie chciał adoptować dziecka, ale zgodził się, gdy mama zagroziła, że od niego odejdzie. Dowiedziałam się, że byłam w domu dziecka w Mysłowicach. Jak tata mnie zobaczył powiedział: To dziecko albo żadne inne. Przyszedł tylko raz do domu dziecka. Wcześniej mama odwiedzała ten dom z babcią. Widziały, jak zaczynała się u mnie choroba sieroca. Od dziecka byłam uczona przez mamę, babcię: że dzieciom z domu dziecka trzeba pomagać, że to biedne dzieci itd. Byłam na to wrażliwa.Miałam rok i 7 miesięcy, kiedy rodzice po mnie przyszli. Mama powiedziała mi, że jak mnie zabrali z tatą do domu i jechaliśmy taksówką, płakałam całą drogę. Na powitanie w domu zebrali się dziadkowie i reszta rodziny. Wszyscy na mnie czekali. I miś. Mam do dziś zdjęcia z tym misiem. Mama opowiadała, że po przyjeździe do domu, chowałam za siebie jedzenie. Żeby nikt mi nie zabrał.Miała mi powiedzieć, kiedy skończyłam 18 lat, ale potem stwierdził, że powie mi jak skończę studia. Bała się mojego buntu - tego, że powiem: Nie jesteś moją mamą, nie będziesz mi kazała tego albo tego. Bo zawsze i tak byłam zbuntowana. Gdy kazała mi się uczyć, odpowiadałam: Nie będę. Mama nie wiedziała kim była moja matka biologiczna. Wiedziała tylko, że odebrano jej prawa rodzicielskie.


Źle ci było w domu?

Od początku, gdy tylko się dowiedziałam wiedziałam, że muszę znaleźć rodziców biologicznych. Chciałam wiedzieć skąd jestem. Parę dni później zadzwoniłam do domu dziecka w Mysłowicach. Przedstawiłam się i zapytałam się dyrekcji domu, czy mnie szukali rodzice biologiczni. Dyrektor domu zapytała mnie: Dziecko, a dlaczego ty w ogóle szukasz rodziców biologicznych? Źle ci było w domu? Powiedziałam jej że nie, ale chcę po prostu wiedzieć kim byli. Odpowiedziała, że mnie nikt nie szukał, że coś takiego zdarza się bardzo rzadko. Powiedziała też, że pamięta doskonale mnie i moją mamę adopcyjną. Były z moją mamą w kontakcie, wiedziała, że tata nie żyje.


Mamo ktoś do ciebie!

Kolejnego dnia pojechałam do USC w Jaworznie, żeby dowiedzieć się czegoś o matce, która mnie urodziła. W wydziale spraw obywatelskich otrzymałam jej adres. Poszłam tam z miejsca. Nogi miałam ja z waty. Podeszłam pod 4-piętrowy blok i wzrok mi poleciał na jeden balkon. Wisiały tam poduszki oraz ubranka małego dziecka. Weszłam do klatki i szłam w górę. Przed jednymi drzwiami coś mnie dłużej przytrzymało. Nie wiedziałam, jaki to numer mieszkania. Nie na wszystkich drzwiach były numery, postanowiłam więc zejść na dół i policzyć. Wróciłam pod te, pod którymi stałam. Obok wychodziła sąsiadka. Pytam, czy tu mieszka ta i ta, a ona mówi, że tak i chyba nawet jest w domu, bo wróciła już z targu. Stanęłam przed tymi drzwiami i ciężko mi było zastukać. Nie wiedziałam co zrobić. Zapukałam, ktoś zawołał: Proszę. Otworzyłam. Ładne, czyste mieszkanie. Bardzo mi przypominało moje mieszkanie, to w którym mieszkaliśmy w bloku. Na wprost drzwi był pokój. Przywitała mnie młoda dziewczyna. Stała przy wózku z dzieckiem, a obok niej kobieta z siwymi włosami. Między mną, a moją matką biologiczną jest 21 lat różnicy, pomyślałam wtedy: To ona? Tak się zestarzała…? Zapytałam, czy tu mieszka ta i ta osoba. Młoda dziewczyna zaczęła wołać: Mamo ktoś do ciebie! Pomyślałam: Mam siostrę - dla niej znalazło się miejsce w domu, a dla mnie nie. Było mi przykro. Kobieta z siwymi włosami okazała się sąsiadką. Z pokoju obok wyszła zaspana, inna kobieta. Idąc do matki wyobrażałam sobie jak ona może wyglądać. Myślałam: Może ma takie same czarne, długie, gęste włosy jak ja? Pewnie jest szczupła… Naprzeciw mnie wyszła blondynka z krótkimi włosami, ale szczupła tak, jak ja albo jeszcze bardziej. Chuda jak nie wiem. Poprosiłam ją na korytarz. Wyszła. Powiedziałam: Jestem pani córką. Ona na to: Anetka? 31.03.1977? Odpowiedziałam: Tak… Padłyśmy sobie w ramiona i zaczęłyśmy płakać. Mówi: Szukałam cię i czekałam na ciebie. Płakałyśmy na tym korytarzu, po czym ona powiedziała: Chodź, poznasz siostrę i zaprosiła mnie do środka. Wzbudziła moje zaufanie, chyba chciałam, żeby mnie właśnie tak przywitała.Okazało się, że siostra jest 2 lata młodsza ode mnie. Jak się poznałyśmy miała 18 lat i już miała dziecko. Niezamężna. Ojciec dziecka w USA. Okazało się, że balkon, na który spoglądałam, to balkon, na którym wisiało jej pranie. Matka powiedziała jej, że ja żyję, ale mnie nie szukała. Jak się poznałyśmy z siostrą matka przyniosła moje zdjęcie z chrztu. W beciku. Wreszcie zobaczyłam siebie małą na zdjęciu. Okazało się, że byłam w życiu dwa razy chrzczona. Raz jako Aneta, potem przez adopcyjnych rodziców jako Anna. Dowiedziałam się, że matka ma rodzeństwo. Mam dużo ciotek, wujków. Ojciec biologiczny trafił do więzienia jak się urodziłam. Powiedziała, że chodziła i pytała o mnie w domu dziecka. Wymieniłyśmy się z matką numerami telefonów. Po godzinie pojechałam do domu. Zaczęłyśmy się spotykać, odwiedzać. Matka nigdy nie wyszła za mąż. Handluje na targu. Owoce, warzywa. Pomagałam jej sprzedawać. Jak ją odwiedzałam dawała mi pieniądze. Brałam je. Narzeczonemu powiedziałam o adopcji dopiero po jakimś czasie. Jak się poznawałam się z matką skończył się związek. Niedoszli teściowie nie taką synową widzieli dla swego syna jedynaka. Narzeczony też się widocznie przestraszył odkrytej przez ze mnie historii i nasz związek przestał istnieć.


Sympatyczny ojciec

Chciałam poznać też swojego ojca biologicznego. Matka nawiązała z nim kontakt. Okazało się, że też mieszka w Jaworznie. Poznałam go. Jest wytatuowany, ma braki w uzębieniu. W rozmowie - sympatyczny. Spotkanie odbyło się w mieszkaniu u biologicznej matki. Pamiętam, że ładnie się ubrałam i pojechałam do niej. Nie mogłam się doczekać jego przybycia. Byłam ciekawa jak na mnie zareaguje. Myślałam, że bardzo się ucieszy na mój widok, porwie mnie w ramiona i przytuli... Nic takiego się nie stało. Widać było, że był trochę skrępowany i daleki od takich czułości, o których ja marzyłam. Chciałam, żeby powiedział, że za mną tęsknił, że myślał o mnie… ale nic takiego nie powiedział. Trochę mówił o sobie, pokazał mi zdjęcie swojego syna, czyli mojego brata. Dał swoje. Nie prosił o mój adres, ani telefon. Nie mówił, że chce się jeszcze spotkać. Głównie rozmawiał z matką. Jak się spotkaliśmy widział mnie 2 raz w życiu. Pierwszy raz w więzieniu. Matka mnie tam zabrała, żeby mu pokazać. Nie był mną wtedy zainteresowany. Po wyjściu z więzienia pytał o mnie, ale matka już mnie nie miała. Nie szukał mnie potem. Mamy takie same rysy twarzy. Dał mi zdjęcie z młodości. Jesteśmy na nim bardzo podobni. Ojciec powiedział mi, że mam też brata. Mieszka w Jaworznie. Nigdy go nie widziałam.


Dziadek w kożuchu

Jak już poznałam moją rodzinę biologiczną za parę dni pojechałyśmy z moją mamą adopcyjną do domu dziecka w Mysłowicach. Chciałam zobaczyć dom, w którym się wychowywałam. Zobaczyłam salę w której leżałam, łazienkę z której korzystałam. Dostałam też swoje stare dokumenty. Przeczytałam w nich, że do domu dziecka trafiłam jak miałam 10 miesięcy. W stanie zaniedbanym. Ze szpitala. Chorowałam na zapalenie płuc i oskrzeli. Nie wróciłam ze szpitala do matki, sąd skierował mnie do domu dziecka. Z papierów wyczytałam też, że w domu u matki biologicznej, była wilgoć i matką się mną nie interesowała. Nie przychodziła na noc do domu. Nie karmiła mnie. O takim stanie rzeczy informowali moi dziadkowie. W domu dziecka dowiedziałam się, że nie odwiedzała mnie matka, tylko babcia z dziadkiem. Od siostry mojej biologicznej matki dowiedziałam się niedawno, że w domu, w którym mieszkałam było zimą tak zimno, że mój dziadek brał mnie z wózka w samych śpioszkach, otulał swoim kożuchem i biegł do brata matki, który mieszkał w bloku i miał ogrzewanie centralne, abym się trochę ogrzała.


Ania i Anetka

Matka biologiczna, po tym jak się poznałyśmy, zwracała się do mnie: Anetko. Zaczęła mi kupować prezenty: złoty łańcuszek, komórkę itp. Miała pieniądze. Oprócz warzyw handlowała spirytusem. Jak przyszłam do niej wtedy, pierwszy raz, myślała, że wyciągam ją na korytarz, bo chcę kupić spirytus… Zaczęła mnie odwiedzać. Mieszkałam już wtedy sama. Przyjeżdżała do mnie, ale ja częściej jeździłam do niej. Poznałam pozostałych krewnych. Wielu z nich to osoby pijące. Mężczyźni siedzą albo siedzieli w więzieniu. Dziadkowie ze strony matki już nie żyją. Z ojca strony żyją, ale chyba już nie chcę ich poznawać. Już i tak dużo rodziny poznałam. Ja studiowałam, a ona miała problem ze skończeniem liceum. Ciężko nam się rozmawiało. Relacja z matką od początku była przyjacielska. Czułam zawsze, że jej jedyną córką jest moja siostra. Nie dziwię się zresztą. Mnie matka wcześniej znała do 10 miesiąca życia. Z siostrą nie miałam tak naprawdę dobrego kontaktu. Wcześnie została mamą. Jej pierwsze dziecko zmarło jak miało… 10 miesięcy. Miało wadę serca. Potem poroniła, ale teraz ma 2 dzieci. Nie jesteśmy podobne, ona jest podobna do ojca. Mam podobny głos do matki biologicznej. Myślę, że odziedziczyłam po niej temperament. Jestem trochę nerwus. Kiedyś, gdy się zakochałam, uciekłam z domu. Matka biologiczna, gdy rozstawała się z jakimś mężczyzną, zdemolowała mieszkanie – meble, telewizor itd. Od siostry dowiedziałam się, że matka miała wielu mężczyzn i zawsze była zaradna. Jak się spotkałyśmy miała 20 lat młodszego od siebie partnera. Grała w ruletkę. Uzależniła się. Moja mama adopcyjna nie chciała poznawać rodziny biologicznej, ale nie zabraniała mi ich widywać. Dała mi wolną rękę.


Mama i babcia

Z czasem relacja z matką zaczęła się psuć. Myślę, że siostra zaczęła być o wszystko zazdrosna. Poza tym matka powiedziała, że jak będę w potrzebie, żebym jej dała znać. Potrzebowałam 200 zł, powiedziała mi, że nie ma, ale że zadzwoni jak będzie miała. Nie zadzwoniła. Tak się urwało. Poczułam wtedy, że ona mnie zostawiła 2 raz… Po 3 latach znajomości kontakt się urwał. Ostatnio dostałam od niej sms-a, gdy rodziłam syna. Jak darłam się wniebogłosy zadzwoniła siostra i mój mąż odpisał jej, że teraz nie mogę odebrać, bo rodzę. Za chwilę matka przysłała wiadomość: Życzę ci lekkiego porodu. Kocham cię. Mama i babcia. Nie zrozumiałam kto to napisał. Myślałam, że to moja mama wysłała z czyjegoś telefonu. Nie umie pisać sms-ów. Z czasem zorientowałam się, że to matka biologiczna. Miałam długo tego sms-a w telefonie.


Kobieta z targu

Przez trzy lata miałam 2 mamy. Funkcjonowałam jako Ania i Anetka. Mówiłam do obu: Mamo. Odkrywanie swoich korzeni na początku mnie fascynowało. Trochę byłam tym wszystkim podekscytowana. Nowa rodzina i tamten dom to wszystko było dla mnie egzotyczne, coś czego nie znałam. Inne niż u mnie w domu. To było takie szaleństwo poznawania. Kontakt urwał nam się w tym czasie, gdy poznawałam swojego obecnego męża. Chciałam, żeby zobaczył kobietę, która mnie urodziła. Zawiozłam go na targ. Kupił u niej winogrono.


Życie i cała reszta

Rok po tym jak się dowiedziałam o adopcji zachorowałam na bulimię. Nie mam tendencji do tycia, jestem szczupła. Lekarz powiedział mi, że to co jem i wymiotuję, to jest chęć wyrzucenia z siebie tego co mnie spotkało. Informacji o tym, że byłam adoptowanym dzieckiem. Po 2 miesiącach było po bulimii, ale po roku znów wróciła. Jest zaleczona, ale z jedzeniem cały czas się kontroluję.Mieszkamy z matką biologiczną 30 km od siebie. Pewnie się mijamy. Tak, jak z siostrą. Spotkałam ją kiedyś przypadkiem w sklepie. Gdy spotkam matkę chyba nie powiem już do niej: Mamo. Z czasem zdałam sobie sprawę, że prawdziwą moją mamą jest ta mama w domu. Mama adopcyjna. Doceniłam to, co mam. Nie ta matka co urodzi tylko ta co wychowa jest ważniejsza. Ta, która jest, której czuję na co dzień fizyczną obecność. Bardzo ją kocham, jesteśmy blisko. Jesteśmy do siebie podobne. Obie mamy piegi. Moja biologiczna matka ich nie ma! Martwię się o moją mamę adopcyjną, gdy coś jej się dzieje zabieram ją szybko do lekarza. Powtarzam często, że jest dla mnie najważniejsza. Wiem, że było jej ciężko, jak nawiązałam kontakt z tamtą matką. Matka biologiczna dała wprawdzie mi życie, ale cała reszta przyszła od mamy adopcyjnej. Skończyłam studia, znalazłam pracę, poznałam męża, wzięłam ślub. Mam swoją, szczęśliwą rodzinę - urodziłam dziecko. Miałam z tym problem. Bardzo długo się leczyłam, by zajść w ciążę. 3 lata o to walczyłam. Chciałam nawet adoptować dziecko. Mąż nie chciał, tak samo jak mój tata, bał się. Mojej mamie się nie udało, ja urodziłam swoje. Mama jest ode mnie 30 lat starsza, tyle samo ja jestem starsza od mojego syna. Chciałabym urodzić jeszcze jedno swoje i jedno dziecko adoptować. Tak jak moi rodzice - dać jakiemuś dziecku szczęście.
 

Koszulki reklama
Znajdź Cytuj


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Moja i mamy adopc historia kalina 6 4,957 02-09-2012 10:20
Ostatni post: adopcjazserca

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości