Ocena wątku:
  • 0 głosów - 0 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Bliźniaki!
disa

Nasz nowy przyjaciel
**
Liczba postów: 2
Dołączył: 23-01-2011
Reputacja: 0
Post: #1
16-02-2011 10:42
To bardzo trudne zadanie opisać swoje życie w niewielu właściwych słowach.
Mam już 64 lata. Przeżyłam swoje życie dobrze i sensownie. Mam wspaniałego męża - przyjaciela, dwóch synów- już bardzo dorosłych, dwoje wnucząt - ślicznych i mądrych.
I mam w sobie żal, ktorego nie ukoję nigdy. I mam w sobie wiele dobrych uczuć dla moich przybranych rodziców.
Urodziłam się na tzw. ziemiach odzyskanych. Od dziecka bardzo często śniłam po niemiecku, rozmawiałam w tym języku. Na jawie pytałam mojego Ojca o znaczenie zapamiętanych ze snów zdań, zwrotów, napisów na sklepach. Nigdy nie uczyłam się jęz. niemieckiego, nie znam go do dziś. Te lata powojenne zapamiętałam jako czas wizyt w naszym domu ludzi, którzy odnajdowali się po wojnie. Chowałam się pod stołem, przy którym siedzieli nasi goście i wysłuchiwałam ich opowieści. To wtedy usłyszałam o Monte Casino, o obozach koncetracyjnych, o zsyłkach na Syberię, o zbrodniach hitlerowskich.
Mój Ojciec był więźniem KC Stutthof, cudem uciekł z marszu śmierci, uratowali Go Kaszubi pod Puckiem.Matka opowiadała o czasach wojny w Wilnie. Byli jeszcze dziadkowie- rodzice Matki. Pamiętam ich rezerwę w stosunku do mnie. Pamiętam dziwne szepty, spojrzenia i niechęć dzieci w przedszkolu, na podwórku, w szkole. Nie rozumiałam tego, myślałam, że to we mnie jest coś, czego ludzie nie lubią. To były lata 1947 - 1955 na Pomorzu Środkowym. Potem uczucie to zanikło. Mijał czas. Matura, studia... Miałam 20 lat, kiedy Matka, wściekła na Ojca, wywrzeszczała do mnie " Ty go tak bronisz, a to nawet nie jest twój ojciec". Ta informacja kosztowała mnie tydzień szoku. Wtedy postanowiłam, że dopóki Ojciec żyje nie będę szukać.
Dopiero w 2000 roku moi synowie odkryli całą skrywaną tajemnicę. Następny szok, bo znów dowiedziałam się o tym od obcej osoby. Tym razem nie mogłam zlekceważyć sprawy.
Moja biologiczna matka była Niemką. Miałam (MAM?) siostrę bliźniaczkę. W 1947 roku Niemka, która urodziła dziecko już w Polsce, nie mogła go zabrać na wysiedlenie do Niemiec. Frieda wyjechała ostatnim transportem we wrześniu 1947 r. Z rozmów z ludźmi,którzy ją pamiętają dowiedziałam się, że ogromnie rozpaczała. Wiem, że pisała do moich Rodziców wielokrotnie, ale Matka niszczyła listy. Odnalazłam (już niestety nie żyje) ojca biologicznego, Kaszuba. Frida prosiła o pomoc jego rodzinę. Kiedy przyjechali zabrać dzieci ( i tu następna zagadka - podobno mój bliźniak to brat, a nie siostra) mnie już nie było. Nie wiedzieli gdzie mnie szukać. Podobno mój brat - bliźniak zmarł mając niespełna rok. Odszukałam wszystkie dostępne dokumenty. W księdze pochówków w małej miejscowości na Kaszubach odnotowany jest pochówek dziecka o moim imieniu i nazwisku!
Gdybym chciała opisac wszystkie moje poszukiwania, spotkania z ludźmi, przekopywanie archiwów powstałaby gruba księga. W czasie tych poszukiwań trafiałam wyłącznie na ludzi życzliwych, serdecznych, starających się ułatwić poszukiwania. Byli to pracownicy archiwów państwowych, sądów, USC, księża.
Utrzymuję teraz kontakty z rodziną mojego biologicznego ojca. Są sympatyczne i rodzinne.
Mogę dodać jedynie tylko to, że wolałabym nie wiedzieć, że jestem adoptowana!

Koszulki reklama
Znajdź Cytuj


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości