Ocena wątku:
  • 0 głosów - 0 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Moja skomplikowana i długa historia
daria19

Nasz nowy przyjaciel
**
Liczba postów: 2
Dołączył: 22-08-2011
Reputacja: 0
Post: #1
22-08-2011 01:01
Witam serdecznie!
Nazywam się Daria, nie długo skończę 19 lat. Szczerze mówiąc nie wiem jak zacząć, ale spróbuje w miarę jasno od początku.
Otóż urodziłam się w województwie zachodnio-pomorskim. Moja biologiczna rodzina z tego co pamiętam, była uboga. Moja mama była alkoholiczką, tato się Nami opiekował (Mną i moim młodszym bratem o 6 lat- Maćkiem) (miałam jeszcze starsze rodzeństwo, ale nie mieszkało z Nami). Mój tato chorował, ale do końca był przy Nas. Pewnej nocy (w życiu tego nie zapomnę) gdy spałam razem z Nim w łóżku, miał atak padaczki, obudziłam się przerażona, wiedziałam że zawsze bierze leki, leżały na stole, tuż na wyciągniecie ręki, gdy chciałam już mu je podać, niestety było za późno, nie reagował jak do Niego mówiłam ani nic. Od razu starałam się obudzić mamę, a że była kompletnie pijana, nie mogłam liczyć na jej pomoc i pobiegłam do sąsiadów, oni zadzwonili na pogotowie. Lekarze stwierdzili zgon.
Po Jego śmierci było już tylko gorzej... Matka nic a nic się nie zmieniła, nie interesowała się ani mną ani moim młodszym bratem który nawet nie miał roczka skończonego... Wszystkie domowe obowiązki spadły z dnia na dzień na mnie. To ja, przewijałam, karmiłam, kąpałam brata. Sąsiedzi zawiadomi Policję i kogoś jeszcze (nie pamiętam już kogo bo miałam wtedy 8lat). Zabrali Nas, myślałam, że na wycieczkę, ale jednak nie.
Na początku z Mackiem byliśmy w Pogotowiu Opiekuńczym, bo Domy Dziecka były przepełnione, i tam spędziliśmy rok. Niestety nie bardzo pamiętam w jakiej to miejscowości było.
Potem gdy było miejsce, znaleźliśmy sie w Domu Dziecka w Barlinku, i tu też byliśmy rok, już wtedy miałam 10lat, a Maciek 4latka.
Szybko znaleźli Nam nową rodzinę. Na początku się cieszyłam, ale potem już było tylko gorzej. U nas tzn. u mnie i u brata od początku było jasne że jesteśmy adoptowani. Mieszkaliśmy w województwie Lubelskim, strasznie daleko od Domu Dziecka. Matka adopcyjna pracowała w szpitalu psychiatrycznym jako salowa, a ojciec był rolnikiem ale również pracował w tym samym szpitalu jako konserwator. Mieszkaliśmy na małej wsi. Gdy poszłam do szkoły, do skończenia 4 klasy, było u Nas wszystko w porządku. Ale potem zaczęły się schody. Zabraniali mi spotykania się z koleżankami z klasy, nie mówiąc nic o koleżankach z podwórka - o nich w ogóle nie miałam co marzyć. Zabraniali mi wszystkiego co możliwe, jedynie co mogłam robić, to siedzieć i czytać książki, uczyć się, nawet w wakacje. 4,5,6 klasa myślałam, że tak ma każdy, że tak trzeba, to tak robiłam. W gimnazjum zaczęłam się trochę buntować, bo mnie i Maćka odmiennie traktowali... On mógł wszystko (wychodzić na dwór, bawić się, szaleć) a ja nie mogłam nic, kompletnie!. Każdy mój dzień wyglądał tak samo... Czyli: szkoła, dom, nauka... Szkoła, dom, nauka... I nic poza tym dla mnie. Gdy poszłam do Liceum byłam nastolatką (w sumie wciąż Nią jestem) zaczęły się pierwsze miłości... To naturalne że marzyłam żeby mieć chłopaka, chodzić i spotykać się z Nim.
I poznałam w sumię całkiem w nietypowy sposób, bo przez pomyłkę napisał do mnie SMS-a. I tak zaczęliśmy pisać... On mieszkał w Warszawie, gdy moi adopcyjni rodzice dowiedzieli się o Nim, że jest z tak daleka, od razu zaczęli przypuszczać że to gwałciciel itp. Ukrócili Nam kontakt, zabrali mi telefon, odcieli internet. Ale my i tak nie daliśmy za wygraną, kontaktowaliśmy się jak byłam w szkolę, pisałam do Niego od koleżanki, przyjeżdżał też pod szkolę. On był o rok starszy ode mnie.
Rodzice nie mogli znieść tego, że mimo wszystko ich zakazów, nakazów, kar, dalej jesteśmy ze sobą... Trwało to wszystko 2,5 lat.
Dwa miesiące przed moją 18, uciekłam z domu, właśnie do tego chłopaka. Sędzina po wysłuchaniu mojej historii pozwoliła mi u chłopaka zostać.
Od roku, nie mam z Nimi kontaktu, co gorsza... Oni nie pozwalają mi na kontakt z bratem Maćkiem. Próbowałam na różne sposoby się z Nim jakoś skontaktować, pogadać, (dzwoniłam do domu, pisałam na nk itd). Ale to nic nie pomaga... Dużo w życiu przeszłam... I jedno wiem na pewno! Muszę odzyskać brata, i odnaleźć swoją biologiczną rodzinę (mamę i rodzeństwo). Liczę, że ktoś mi wskażę jakąś drogę. To moja ostatnia nadzieja. Nie mogę pozwolić na utratę brata. POMÓŻCIE!!!
Bo naprawdę nie wiem co robić. Smutny

Koszulki reklama
Znajdź Cytuj
EM-a

Przyjaciel nie do ruszenia
***
Liczba postów: 64
Dołączył: 19-01-2011
Reputacja: 0
Post: #2
22-08-2011 09:06
witaj Dario!
jesli bedę ci mogla jakos pomóc, cokolwiek podpowiedzieć, moze bedzie ci lepiej.
Nie krępuj sie pisz - mój mail <!-- e --><a href="mailto:eam1@wp.pl">eam1@wp.pl</a><!-- e -->
Kiedy byłam w twoim wieku też miała podobne życiowe rozterki i też adopcyjni rodzice róznie patrzyli na moje "nastoletnie" wybryki. Teraz jestem dojrzałą kobietą, a mimo wszystko traktuja mnie czasem jak malutką dziewczynkę.
Z niecierpliwością bedę czekać na mail od ciebie lub info na gg - mój nr gg 3807964

Koszulki reklama
Znajdź Cytuj
kirk

Nasz nowy przyjaciel
**
Liczba postów: 47
Dołączył: 23-08-2010
Reputacja: 0
Post: #3
22-08-2011 11:15
Jesteś silną i odważną osobą. Mnie by chyba wysiadła psychika po takich przejściach... Być może na drodze sądowej udałoby Ci się coś zrobić, ale do tego potrzeba pieniędzy i cierpliwości. Chyba. Nie jestem pewien jak to od strony finansowej wygląda. A co do rodziny biologicznej, wiele osób opisało tutaj swe poszukiwania, prześledź to i na pewno znajdziesz coś przydatnego.

Koszulki reklama
Znajdź Cytuj
Miecz.S-K

Przyjaciel nie do ruszenia
***
Liczba postów: 94
Dołączył: 01-11-2011
Reputacja: 1
Post: #4
12-12-2011 22:46
Witam...
Jedyne co przychodzi mi do głowy w tej chwili, w zakresie pomocy, o którą Prosisz, to jest lektura założonego przeze mnie - mojego tematu - dotyczącego "toksycznych adopcji". Z treści Twojej wypowiedzi wynika, że Wybrałaś drogę ucieczki przed rodzicami adopcyjnymi, którzy nie potrafili sprostać problemom dorastającej młodej dziewczyny. W mojej ocenie, w sytuacji kiedy powinni umieć Tobie pomóc lub zwrócić się do właściwej poradni psychologicznej aby wspólnie rozwiązać narastające problemy związane z dorastaniem ich jeszcze nieletniej córki, potrafili li tylko stosować cały szereg wymyślnych przymusów prowadzących do własnego celu, którym jest narzucenie własnej woli i wychowywania powierzonych im dzieci /młodzieży/ według własnych doświadczeń i wiedzy. Niestety nie poszło to w parze z wykształceniem, doświadczeniem pedagogicznym, a także życiowym. Po drodze, w skutek upływającego czasu, rodzice Twoi przestali zauważać, że z dziecka - dziewczynki zaledwie 10 letniej jeszcze niedawno, wyrosła młoda kobieta, która ma zupełnie inne oczekiwania względem rodziców, rodzeństwa, rówieśników, na drodze tej przyszły pierwsze przyjaźnie, miłości, cały świat uczuć, po który można sięgnąć na wyciągnięcie ręki. W okresie dorastania zrodził się bunt i konflikt międzypokoleniowy, z którego obie strony - popełniając błędy - nie potrafiły się już wyplątać. Dzisiaj... mleko się wylało, Wybrałaś trudną, przedwczesną lecz samodzielną drogę w dorosłe życie. Rodzice oceniając Ciebie i Twoje postępowanie negatywnie, mając świadomość tego, że Ciebie utracili, starają się zatem w ich mniemaniu czynić dobrze i chronić przed Tobą i Twoim wpływem Twojego brata, a przecież jeszcze także prawnie ich syna. Mają świadomość, że jeżeli im się nie uda i ich adopcyjny przed laty sukces zakończy się porażką, to pozostaną sami. Wszystkie ich plany, marzenia i założenia względem Was / tego nie wiem jakie / na dorosłe już życie, a także ich przyszłość staja pod znakiem zapytania. Boją się o Was, teraz już tylko o Twojego brata, a także o siebie... z tego strachu rodzą się urojone byty, namnażają je i we wszystkim co się wokół nich dzieje, a jest związane z Tobą i Twoim bratem, widzą zagrożenie i zło... Stąd też ta izolacja... przy okazji starają się wziąć odwet za Waszą wspólną porażkę i ukarać Ciebie brakiem rodziny, pragną Byś została sama oraz tego by Ci się nie udało samodzielne życie.... Jakże łatwo przejść od miłości do nienawiści... jedną dłonią dajemy, a drugą zabieramy... Gdzie pozostała uśpiona już nadzieja i miłość - przy założeniu Waszej adopcyjnej rodziny? Może jej nigdy nie było... Warto przeanalizować przez Ciebie i odpowiedzieć sobie na pytanie - jakie cele względem Was założyli adopcyjni rodzice? Czym się kierowali w przeszłości, że zabrnęli w ślepą uliczkę uczuć...
Jeżeli chodzi o stronę prawną, obecnie wydaje mi się, że nie Możesz zbyt wiele zrobić. Prawnie rodzice są dalej jedynymi opiekunami Twojego brata. Jeżeli nie dzieje się mu krzywda, a opiekę sprawują należycie, nic raczej wielkiego nie Zwojujesz... Można spróbować - jako osoba pełnoletnia - na drodze sądowego wyroku uzyskać nakaz widzenia się z Twoim przecież bratem i tego nie mogą z moralnego punktu Tobie zabraniać... prawo także stoi na straży jedności i całości rodziny - tu sądzę, że zrozumienie sytuacji przez sąd byłoby obiektywne dla dobra małoletniego dziecka - czyli Twojego brata. Jeżeli rodzice adopcyjni to robią, o czym Piszesz - to nie mają sumienia - postępując w tak nieludzki sposób. Sądzę, że chłopak dorośnie równie szybko jak i Ty, pójdzie własną drogą dokonując właściwego wyboru, a rodzicom otworzą się oczy wtedy, kiedy będzie za późno, z pewnością nie oszukają uczuć braterskich do Ciebie kolejnymi nakazami i zakazami stosowanymi przez nich względem Twojego brata... życie to niestety najlepsza szkoła życia... często uczy także dorosłych rodziców - niestety - ale czasami na tą naukę - przez nich - jest za późno...
Pozdrowienia...


Pozdr. Miecz.S-K
mailto: mieczyslaw.soroka.korczyc@gmail.com
gg: 230220
"Jeśli przechodzisz przez piekło, nie zatrzymuj się!" – Winston Churchill
Koszulki reklama
Znajdź Cytuj
daria19

Nasz nowy przyjaciel
**
Liczba postów: 2
Dołączył: 22-08-2011
Reputacja: 0
Post: #5
25-12-2011 22:44
Witam Ponownie..

Dziękuję za rady jakie od Was dostałam Uśmiech Wiem, że są święta i wogóle ale mam ochotę się z Wami podzielić, moimi ostatnimi wydarzeniami z rodzicami, a dokładnie tylko z ,,mamą".

Nie wiem czy mówiłam o tym wcześniej, ale mama jest głową rodziny, tak jak mówi tak ma być, ona wie wszystko najlepiej. Tato praktycznie się nie udziela tylko jej słucha... eeh

Ale nie o tym chciałam pisać...
Przez portal ,,nasza-klasa" odnalazłam swoje biologiczne rodzeństwo, jesteśmy teraz w stałym kontakcie, z bratem najstarszym miałam okazje się nawet spotkać Uśmiech mega przeżycie.
Praktycznie wieść o tym, że ich odnalazłam rozeszła się z prędkością światła po całej mojej biologicznej rodzinie. Więc już nie jestem sama, mam wsparcie Uśmiech ale to przy okazji piszę.

Jeżeli chodzi o moje relacje z rodzicami adopcyjnymi to jest TRAGICZNIE!
Pierwsza wyciągnęłam do mamy rękę... Ale ona ją w pewien sposób odtrąciła...
Już piszę dlaczego...
Co raz jak do niej dzwoniłam, żeby porozmawiać z nią tak normalnie, na spokojnie i wogóle, to kończyło się jej kazaniem. Sama nie wykazała jakieś takiej chęci porozmawiania ze mną od serca...

Wczoraj była Wigilia, ona pierwsza do mnie zadzwoniła (ucieszyłam się, na widok jej wyświetlonego nr na telefonie), złożyła mi życzenia te co roku (dużo mądrości, bo jak narazie jej nie mam). Potem oschłe pytanie ,,co tam u mnie". Starałam się i byłam bardzo miła dla Niej, wkońcu są święta ludzie powinni się jednoczyć, wybaczać itp. Lecz gdy nagle przeszła do kazań (co powinnam, czego nie) wybuchnęłam i powiedziałam jej wszystko co mi na sercu leżało.. a mianowicie to, że za każdym razem kiedy ,,rozmawiamy" ze sobą, ona mi strzela jakieś idiotyczne kazania, nie interesuję się mną, co się ze mną dzieje.. Powiedziałam jej nawet, że nawet teraz nie martwi się o mnie, nie wspiera mnie w żaden sposób nie mogę na nich liczyć... Ona na to... że ja wybrałam sobie takie życie.
Do niej nic nie dociera... Niestety nasza rozmowa skończyła się w niezbyt miły sposób, a myślałam że będzie inaczej.
Na koniec powiedziała mi tylko, że Maciek (mój młodszy brat), ma wielki żal do mnie i nie chce ze mną rozmawiać.

W pewien sposób ja wiedziałam,że tak to się skończy. Szkoda mi tylko brata. heh Co powinnam zrobić? Naszych relacji nie da się już odbudować... Ona strasznie mnie nienawidzi, za to że uciekłam z domu, nie potrafi zapomnieć i żyć przyszłością. Smutny

Koszulki reklama
Znajdź Cytuj
Miecz.S-K

Przyjaciel nie do ruszenia
***
Liczba postów: 94
Dołączył: 01-11-2011
Reputacja: 1
Post: #6
26-12-2011 22:28
Dario… Witam… w świąteczny wieczór…

Jako, że są święta i nikt nie powinien podobno w nie być sam, znalazłem chwilkę czasu na przemyślenia i poruszenie kilku istotnych spraw – dla młodego, w jakiejś formie i części samotnego człowieka – bo jak mniemam – w te święta przyszło Tobie być bez rodziny, z powodu drogi, którą Wybrałaś.. Nikt w rodzinne święta nie zajmuje się bowiem niczym innym niż rodziną… Chyba, że jest jej pozbawiony… Stąd zapewne Twoja chęć podzielenia się tymi, jakże smutnymi informacjami, z nami. Zatem Czytaj odpowiedź – wiedząc, że nie Jesteś sama – znajdując tu, w jakiś sposób zrozumienie.

Zacznijmy od dominacji w układzie adopcyjnej rodziny. W założonym przeze mnie temacie już się w tej sprawie wypowiadałem. Pozostaje mi tylko dodać, że w adopcyjnej rodzinie dominować może nie tylko ojciec, matka, ale także dziecko. Pomijając ten ostatni przypadek, w którym podkreślona jest nieudolność wychowawcza i pedagogiczna oraz nie przygotowanie do macierzyństwa obu rodziców stwierdzam, że najgorszym z przypadków dominacji w rodzinie jest dominacja adopcyjnej matki. Taki przypadek przeżyłem i odczułem niejednokrotnie na "własnej skórze". Zatem oceniając Twoje szanse na naprawę „zerwanych” przedwcześnie więzi z rodziną adopcyjną należy stwierdzić, że szanse takie w przyszłości praktycznie nie istnieją. Ma tu miejsce klasyczny konflikt pokoleń oraz dwu silnych osobowości, Twojej i matki, gdzie Wam obu niezmiernie trudno będzie dojść do porozumienia tym bardziej, że w grę wchodzą zranione uczucia po Twojej stronie i niespełnione, ambicjonalne plany Twojej matki. Negacja ich i opowiedzenie się przeciwko niej, demonstracja własnej siły i umiejętności poradzenia sobie bez niej spowodowała, że zakwestionowałaś jej umiejętności wychowawcze, skazałaś ją na stan, w którym wszyscy będą ją pokazywać jako osobę, która nie umie wychowywać dziecka, nie umie i nie powinna być matką. To jest cios w fundament, na którym stoją jej wszystkie plany życiowe i jej przyszłość. Obecnie każda Twoja samotna / podjęta przez Ciebie samodzielnie i poza wiedzą i akceptacją matki / czynność życiowa, decyzja, każda rola i funkcja, którą zaczniesz spełniać w społeczeństwie i być może własnej rodzinie, wiązać się będzie z negacją lub ustawiczną próbą prostowania Twoich dróg tak długo, jak długo będziesz na to pozwalała. Każda próba z Twojej strony obecnie może być rozumiana – jako Twoja życiowa porażka – stąd od razu Jesteś narażona na stwierdzenia typu: „ a nie mówiłam”, „sama wybrałaś”, „skończyło się ponieważ poszłaś własną drogą”, „chciałaś to masz”, „już mnie to nic nie obchodzi”, „jesteś dorosła – rób jak uważasz”. Z czasem kiedy kontakty te się zaczną ograniczać, Będziesz z pewnością mniej narażona na tego typu sytuacje. Trzeba tu naprawdę wielkiej odwagi i wzajemnego kompromisu obu stron jednocześnie aby próbować jeszcze coś ocalić, coś pomiędzy Wami naprawić. Do tych przeszkód doszła jeszcze jedna, najistotniejsza – ponieważ Odnalazłaś biologiczną rodzinę. Obecnie Twoja sfera uczuć to cienka lina, po której stąpając trzeba nie tylko uważać aby z niej nie spaść, ale także by jej nie zerwać. Mimo tego, że czeka Was obecnie ciężka i wyboista droga – jest szansa na uratowanie rodziny i jednej i drugiej, czego wam życzę, bo w święta wypada dobrze życzyć, będąc jednak realistą w tych sprawach i bazując na swoim doświadczeniu – powiem – jest tylko szansa. Chęci i wola jednej strony nie rozwiążą problemu, a Ty przyjmując w końcu rolę ofiary i winę za nieudaną adopcję – możesz siebie jedynie zadręczyć…
Drugą stroną karty przetargowej jest Twój brat, a Twoich adopcyjnych rodziców dziecko. Nie bardzo mi się chce wierzyć, że trzynastolatek rozumuje w kategoriach dorosłych i nie chce rozmawiać ze swoją siostrą – bez względu na to co łączy lub dzieli Ciebie i Matkę. Raczej skłonny byłbym stwierdzić, że brat Twój, nie mając z Tobą kontaktów, nie chce z Tobą rozmawiać ponieważ nie chcą rozmawiać z Tobą Twoi Rodzice. Brat jest tylko ślepym narzędziem w ich ręku i wypełnia ich wolę – ale Pamiętaj, że także i tylko – do czasu.
Oczekiwanie na wsparcie ze strony Twojej rodziny – jest obecnie już nie na miejscu – zadziwiające, można było na nie liczyć i na ich miłość jeszcze przed chwilą, przed wyjściem z domu, a kiedy zamknęło się za sobą drzwi oświadczając, że wychodzę by pójść własną drogą – miłość i wsparcie – ustały… a może ich nigdy nie było…!
Miłym akcentem Twojej historii i prezentem na święta - jest fakt odnalezienia biologicznej rodziny, Twojego rodzeństwa. W swojej już i przedwcześnie dorosłej drodze życia Musisz jednak pamiętać o tym, iż kiedyś - przed laty, Zostałaś adoptowana – tzn. że biologiczna rodzina – świat jej dorosłej części – Ciebie odrzucił lub za nich, decyzję tą podjęto sądownie. Nie ma skutku bez przyczyny. Po odnalezieniu rodziny biologicznej - często świat adopcyjnej rodziny stara się oczernić przeszłość rodziny dziecka adoptowanego i podkreślić własne zasługi, a rodzina biologiczna stara się siebie i własne zaniechania względem oddawanych najczęściej do domów dziecka, dzieci – wybielić. W takich przypadkach nie ma białego i czarnego – jest najczęściej szarość… trochę metaforycznie… ale warto powiedzieć obiektywną prawdę. Z powodu obiektywnej prawdy i bliskości mojemu sercu – problemów jakie pojawiają się przed młodymi ludźmi poszukującymi korzeni i startujących przedwcześnie w dorosłe życie dodam – że ta euforia i zachwyt odnalezienia rodziny biologicznej, rodzeństwa, kuzynów, cioć, wujków, być może także rodziców, ta spełniona nadzieja, z czasem mija…. W tym miejscu także warto zadać sobie pytanie – dlaczego my szukaliśmy i odnaleźliśmy, a oni – najczęściej nie… Przychodzi świadomość, że wydarte zostało nam wspólne dzieciństwo, czas spędzany w otoczeniu biologicznych rodziców i rodzeństwa – najpiękniejszy okres w życiu dziecka… Dorosłe rodzeństwo, które siebie odnalazło, ma własne rodziny, innych rodziców, często staje przed wyborem pomiędzy zwyczajowymi i uczuciowymi nakazami oraz zobowiązaniami. Zerwane więzi rodzinne jest tak samo łatwo połączyć po odnalezieniu siebie, jak i równie łatwo zerwać.
Taka jest już Nasza wspólna dola – ciągłe dokonywanie wyboru, który nigdy nie wiadomo kiedy będzie właściwy i słuszny – świat emocjonalnej schizofrenii uczuć pomiędzy rodziną adopcyjną i rodziną biologiczną, ale to jest już skutek uboczny naszej przeszłości i adopcji…

Zatem na Twojej nowej drodze życia – życzę Tobie przede wszystkim – umiejętnego rozwiązania życiowych problemów i dużo…. dużo siły duchowej… życie bez rodziców, ich wsparcia i pomocy – na starcie w dorosłe życie – nie jest tak łatwe – jakby się mogło wydawać…


Pozdr. Miecz.S-K
mailto: mieczyslaw.soroka.korczyc@gmail.com
gg: 230220
"Jeśli przechodzisz przez piekło, nie zatrzymuj się!" – Winston Churchill
Koszulki reklama
Znajdź Cytuj
Ajenka

Nasz nowy przyjaciel
**
Liczba postów: 2
Dołączył: 27-12-2011
Reputacja: 0
Post: #7
27-12-2011 14:39
Może warto trochę pokory do samej siebie. Opisujesz adopcyjnych rodziców jako potworów. Dla mnie potworem jest biologiczne matka która CIEBIE NIE CHCIAŁA. Twoi rodzice chcą dla Ciebie jak najlepiej... Może nie widzisz swoich wad, błędów...

Koszulki reklama
Znajdź Cytuj


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Moja historia baskowska 3 2,625 31-07-2014 19:47
Ostatni post: PRO-VITA
  Moja historia... została spisana... Miecz.S-K 6 3,685 31-07-2014 19:41
Ostatni post: PRO-VITA
  Moja ciekawa, acz trudna historia. zaadoptowanyMareczek 2 1,940 31-07-2014 19:12
Ostatni post: PRO-VITA
  Z życia wzięte - moja historia Emilia 2 2,165 19-04-2013 11:56
Ostatni post: michal7138
  a o to moja historia iwona.p 2 1,779 17-03-2013 10:14
Ostatni post: veronica
  moja historia adopcji... Kelvyn 7 5,508 04-03-2013 16:10
Ostatni post: iwona.p
  Moja i mamy adopc historia kalina 6 4,951 02-09-2012 10:20
Ostatni post: adopcjazserca
  Ewelina - historia długa i niemożliwa ewelka-6 4 4,454 10-08-2011 13:00
Ostatni post: EM-a
  moja historia anjapax 1 4,257 08-05-2011 21:17
Ostatni post: anjapax
  moja historia limonka_x 5 5,907 03-02-2011 23:10
Ostatni post: limonka_x

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości